Wczorajsza noc obfitowała w wiele ciekawych spotkań. Emocje były w Bostonie, Miami, Los Angeles i Utah. Niezłe spotkanie rozegrał
Marcin Gortat, który zdobył 14 punktów i zaliczył 8 zbiórek.
Mecz
"staruszków" dla Spurs
W
Bostonie, Celtisc podejmowało Spurs. Obie ekipy na krzywej zwyżkowej.
Gospodarze przed tym spotkaniem wygrali 5 razy z rzędu, natomiast Spurs na
ostatnie 10 spotkań wygrali 9.
Po
kontuzji do skaldy wróci Ray Allen, przez cały mecz niewidoczny, jednak trafił
"3" 40 sekund przed końcową syreną i było 87:86 dla Spurs. W kolejnej
akcji spudłował Danny Green i gospodarze stanęli przed szansą wygrania meczu. W
ostatniej akcji spotkania piłę miał Pierce, który niestety nie trafił z 5
metrów.
Najwięcej
punktów w meczu zdobył rezerwowy Celtics Bradley - 19, double - double
zanotowali Rondo i Pierce, natomiast po stronie Spurs, Bonner i Duncan.
Zawodnicy z San Antonio dużo lepiej zagrali w obronie i lepiej spisywała się
ławka rezerwowych w przeciwieństwie do Celtics, którzy są osłabieni brakiem
O'Neala i Pietrusa.
Udany
rewanż Heat
W
Miami udanie Heat zrewanżowali się Thunder za przegrane spotkanie z przed kilku
dni i kontynuują serię wygranych spotkań u siebie, to było już 17 z rzędu.
Po
1 meczowej absencji wrócił Wade, który zdobył 19 punktów i 2 trafionymi rzutami
osobistymi przypieczętował zwycięstwo. Płomienie mieli przewagę przede wszytki
w strefie pod koszowej, Ibaka i Perkins zdobyli razem tylko 6 punktów. Mimo 28
punktów słabe spotkanie rozegrał rozgrywający Thunder Westbrook , który
spudłował aż 17 razy, oraz Durant, który miał 9 strat. Do zwycięstwa Miami
poprowadził James z 34 punktami i 10 asystami.
Miami
Heat jako 3 drużyna zapewniła sobie udział w play offach po Bulls i właśnie
Thunder.
Suns
nadal w grze o play offy.
Drużyna
Marcina Gortata ewidentnie wierzy jeszcze, że uda się im jeszcze wskoczyć do
czołowej "8" konferencji. Wczoraj odniosła kolejne zwycięstwo na
wyjeździe, tym razem w Utah.
Całe
spotkanie był bardzo wyrównane i tak jak można było przypuszczać największe
emocje były w samej końcówce. Nieco ponad minutę przed końcem niesamowitą
wymuszoną(shot clock) trójkę po podaniu Gortat trafił Fraye na 103:98. Jazz
doprowadzili do remisu po stracie Nasha. Mimo to Kanadyjczyk był bohaterem
spotkania. Najpierw dał prowadzenie Suns na 105:103(po chwili wyrównał
Jefferson), następnie ograł Haywarda i Millsapa i na 1,7 sekund przed końcem
oddal zwycięski rzut. Do kosza trafił jeszcze Millsap, ale po powtórce z kamer
sędziwie uznali że oddal rzut już po syrenie.
W
miarę przyzwoite spotkanie rozegrał Gorta, który w niespełna 30 minut zdobył 14
punktów i zaliczył 8 zbiórek. Suns z bilansem 28-26 zajmują 9 miejsce w
konferencji i tracą do Nuggets 2 zwycięstwa.
Lakers
królami Los Angeles
Clippers
grają najefektowniejszy basket w lidze, jednak nie do końca przekłada się to na
wyniki. Na koniec wczorajszego wieczoru przegrali "u siebie" z
lokatorami Staples Center Lakers 108:113.
Przez
całe spotkanie Lakers mieli minimalną przewagę i utrzymali ja do samego końca. W
drużynie wyróżniał się Bynum, który wrócił po urazie, zdobył 36 punktów,
zaliczył 8 zbiórek i 4 bloki. 31 punktów dołożył Kobe. 16 punktów zdobył
Sessions i wygląda na to ze w końcu w zespole jest rozgrywający na jakiego
liczyli. Dla Clippers najwięcej punktów zdobył Butler(28) oraz Paul(22), który
miał dodatkowo 16 asyst.
Kluczowa
akcja miała miejsce 24 sekund przed końcem. Mecz "skończył"
oczywiście Bryant, który trafił z dystansu.
Pozostałe wyniki:
Toronto
Raprors - Philadelphoa 76ers 99:78
Indiana
Pacers - Washington Wizzards 109:96
Charlotte
Bobcats - Atlanta Hawks 93:120
Cleveland
Cavaliries - Milwaukee Bucks 98:107
Denver
Nuggets - New Orlean Hornets 92:94
Golden
State Warriors - Minnesota Timberwolves 97:94
Memphis
Grizzlies - Dallas Mavericks 85:95
New
Jersey Nets - Portland Trail Blazers 88:101
Skrót wczorajszej
nocy

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz